Następnego dnia obudziłam się w szpitalu. Wciąż nie mogłam uwierzyć w to co się stało... byłam świadkiem zabójstwa osoby która kocham. Cały czas miałam przed oczami postrzelonego Taylera. Płakałam jak głupia... tęskniłam za nim, ale czasu nie cofnę... a nawet jeśli to po co?! Po to aby znowu zobaczyć Jego śmierć?! Aby znów cierpieć?! Nie.... nie chciałam, boli mnie to cały czas. Wiem jedno nigdy o nim nie zapomnę zawszę będę go kochać! Leżałam na tym szpitalnym łóżku i płakałam. Nie wiedziałam nawet dlaczego, i co najważniejsze PO CO?! tu leżę. Po 10 minutach rozkimny i uświadamiania sobie, że za niedługo zobaczę mojego chłopaka w trumnie wszedł lekarz. Wtedy wszystko stało się jasne.
-Widzę, że już się pani obudziła. Dzień Dobry. - uśmiechnął się.
-Dzień dobry, co mi jest?! - powiedziałam przez płacz.
- Sky! Jesteś na obserwacji, musimy zobaczyć czy Tobie nic nie jest, i upewnić się czy wszystko w porządku. - powiedział spokojnie, lecz moje oczy nadal wypełniały się łzami.
-Aha. A czy mogłabym zadzwonić do przyjaciółek?! - zapytałam. Potrzebowałam wsparcia, a tylko One mogły mnie wesprzeć!
- Tak, pielęgniarka zaraz ci przyniesie Ci twój telefon i całą torebkę.
-Dziękuję. - próbowałam się uśmiechnąć ale mi nie wyszło...
- Powiedz mi czy jesteś w stanie rozmawiać z policją?!
- Jeśli chodzi o to co się stało, i o śmierć Taylera.... to nie, przepraszam. - znów płakałam.
- Nie masz za co. Rozumiem Twój ból. - po tych słowach doktor wyszedł, a ja znów się rozpłakałam. Nie potrafiłam dojść od Siebie. Nadal nie pojmowałam dlaczego Zayn to zrobił?! I czy Tayler zrobił coś za co zapłacił swoim życiem?!
Przyszła pielęgniarka i oddała mi moje rzeczy. Zadzwoniłam więc do Gemmy i powiedziałam jej o tym co się stało.
-Jasne mycha, za 30 minut jesteśmy u Ciebie! Nie martw się już jedziemy! - krzyknęła
Rozłączyła się... i w tym samym czasie ja przestałam płakać, ucieszyłam się, że zaraz będę mogła wypłakać się w ramie mojej przyjaciółki .
***
Po 30 minutach one już były, gdy tylko weszły ja się rozpłakałam.
-Sky! Mów co się stało?! Gdzie jest Tayler?! Gdzie ty byłaś przez 2 dni?!? - powiedziała Gemma i mnie przytuliła.
-Nie wiem gdzie byłam, wiem,że to były jakieś opuszczone, stare magazyny. Zayn mnie porwał i tam trzymał... Tayler dowiedział się gdzie jestem i przyjechał. Oni oboje się pokłócili i Zayn wyciągnął pistolet... no i potem strzelił... trafił Taylerowi w nogę... - ciężko mi było o tym opowiadać ale musiałam im to powiedzieć
- I co?! Tayler jest tutaj w szpitalu? - powiedziała przestraszona Emily.
-Emily... nie. Tayler... On nie żyje... Zayn trafił w tętnicę i za późno wezwałam pomoc bo ten sk*rwiel nie chciał mi oddać telefonu.
-Jasne?! Jejkuu...Sky, współczuję...
-Biednaaa moja
Ja sie nie odzywałam. Przyszedł lekarz, pożegnałam się z nimi i poszły. Zabierali mnie na badania... ciekawa byłam czy moi rodzice wiedzą o tym co się stało?! Na pewno wiedzą... ale czy tutaj przyjadą?! Lekarz zabrał mnie na tomografię i USG. Nic mi nie wykazało, ale i tak nie mogłam jechać do domu.. w szpitalu musiałam zostać na 3 dni.Najgorsze jest to, że po wyjściu ze szpitala na drugi dzień mam pogrzeb Taylera, Końcówka tego dnia była, taka sobie. Jeszcze jedne badania, kolacja.. i tak nic nie zjadłam. I poszłam spać.
***
Drugi dzień był w sumie taki jak poprzedni, ale tym razem zamiast Emily i Gemmy (które przyszły około godziny 15) przyszli moi rodzice...
-Córeczko! Jak się czujesz?! - Mama... od kiedy ona na mnie mówi córeczko?!
- No, a jak mam się czuć?! Mamo.... byłam świadkiem śmierci mojego chłopaka!!!
-Sky, nie naskakuj na mamę! Ona sie martwi - Hmm... mój tata też nie okazał skruchy
W sumie, nie gadałam z nimi, bo przez cały czas płakałam. Potem oni pojechali mi po rzeczy do domu, a ja musiałam porozmawiać z policją.
-Dzień dobry Sky! Mogę ci zadać parę pytań?
- Dzień dobry, tak... lecz jeśli nie odpowiem na jakiekolwiek to poniosę konsekwencje?
-Nie, rozumiemy to, że jesteś w ciężkim stanie, lecz musimy spisać Twoją wersje wydarzeń.
- Dobrze.
- Powiedz mi jak wyglądało porwanie?
- Pamiętam, że było ciemno. Około po 19. Szłam do domu takim laskiem, i nagle ktoś za mną zatrzymał się samochodem. Przyśpieszyłam kroku, i nagle poczułam ucisk w brzuchu. I nagle znalazłam się w samochodzie. Po około 30 minutach drogi dotarliśmy do magazynu...
- Pamiętasz samochód którym jechałaś?
- Nie, ale wiem, ze miał skórzane fotele....