Przy stole siedział mój wujek, którego nie widziałam 2 lata.Mega się ucieszyłam, jednak te 2 lata zrobiły swoje... zmienił się i to bardzo. Przez 4 godziny gadałam z nim i poznawałam go na nowo. O 18 wujek musiał wracać na lotnisko, więc musiałam się z nim pożegnać, odprowadziłam go do drzwi i zobaczyłam Taylera. Podszedł do mnie i powiedział
-Czemu wyrzuciłaś ten list nie czytając go?
-Nie chciałam go czytać... nie rozumiesz tego, że nie chce mieć chłopaka?! Nie chcę cie poznać.. Proszę uszanuj to! - wybiegłam z płaczem, nikt mnie nie rozumiał... nagle zrobiło mi się słabo i zemdlałam, mama szybko przybiegła do mojego pokoju i zadzwoniła po karetkę... w szpitalu okazało się ze mam anemię, masakra!
Po 5 tygodniach wyszłam ze szpitala, w szpitalu odwiedzali mnie koledzy z klasy i Tayler, ale poprosiłam lekarzy aby go do mnie nie wpuszczali. Gdy tam leżałam miałam dużo czasu na przemyślenia i widziałam jak Tayler się stara i martwi o mnie :( Postanowiłam dać mu szansę :)-Nie chciałam go czytać... nie rozumiesz tego, że nie chce mieć chłopaka?! Nie chcę cie poznać.. Proszę uszanuj to! - wybiegłam z płaczem, nikt mnie nie rozumiał... nagle zrobiło mi się słabo i zemdlałam, mama szybko przybiegła do mojego pokoju i zadzwoniła po karetkę... w szpitalu okazało się ze mam anemię, masakra!
***
Następnego dnia w szkole miałam niezły wycisk, ok nauczyciele rozumieli że byłam chora ale nie pan z matmy on był jakiś inny... kazał chodzić mi na jakieś kółko na które chodził też Tayler ucieszyłam się gdy go zobaczyłam ale nie była do końca pewna czy zgodzić sić być z nim... Po kółku wyszliśmy z sali i postanowiłam z nim porozmawiać
-Cześć Tayler...
-Sky! Już wszystko w porządku?! Martwiłem się o Ciebie - Powiedział z takim jakby smutkiem w oczach... nie wiedziałam do końca jak to nazwać
-Tak już jest wszystko ok, biorę jeszcze leki ale normalnie już funkcjonuję, wiem że się martwiłeś nie raz widziałam cie przy drzwiach przez całe dnie czekałeś na jakąkolwiek wiadomość o mnie - pojawił mu się uśmiech na twarzy
- Nie jesteś zła c'nie?
- Nie, wręcz przeciwnie prze cały ten czas spędzony w czterech ścianach miałam dużo czasu aby to wszystko przemyśleć. Dopiero wtedy zrozumiałam że Tobie naprawdę na mnie zależy
-Jednak to wyszło na dobre - Chciał mnie przytulić ale ja się osunęłam nie byłam jeszcze gotowa...
Połowa dnia w szkole minęła bez różnych akcjii Tayler się mną opiekował i w ogóle był taki kochany. Nie rozumiałam dlaczego ja go tak odrzucałam on jest naprawdę fajny -pomyślałam. Lekcja chemii. Której cholernie nie znosiłam. Siedziałam sama w ostatniej ławce przy oknie. Zadzwonił dzwonek podparłam ręką głowę. Nagle poczułam lekkie szturchnięcie , to był Tayler!
-Hej piękna mogę się dosiąść?! -Głupek, po ci sie pyta?!
-Jasne siadaj - odpowiedziałam
Siadł. Minęło 20 minut lekcji, po czym napisał mi karteczkę z napisem 'Ej, kocham Cię' - uśmiechnęłam się i odpisałam ' Ej, ja Ciebie też!'
Tylko ta lekcja tak wyglądała,bo na wszystkich innych Tayler zawsze coś przeskrobał i musiał siedzieć w pierwszej ławce.
Po lekcjach odprowadził mnie do domu... Nasz powrót mniej więcej wyglądał tak:
Idziemy jakieś 10 metrów zatrzymujemy się, on mnie przytula daje buziaka i idziemy dalej... i tak w kółko
Byłam szczęśliwa, chociaż nie do końca czułam czy robię dobrze :((
Zdziwiło mnie to że w szkole nie było Gemmy i Emily, to one razem z Taylerem mnie odwiedzały w szpitalu i się cieszyły, że wracam do szkoły... coś musiało być nie tak albo...
______________________________________________________________________
Hej! Po dłuższej przerwie spowodowanej sprawami sercowymi oraz głównie problemy z kontem rozdział powstał! Pisałam go 2 godziny lecz połowę wykasowałam bo nie miała sensu, tak kobieta zmienną jest heh :*. Dziękuję osobą które miały cierpliwość i czekały na ten rozdział :) (i mnie nie zabiły) Kolejny rozdział powinien się pojawić około 26.12 :) Chyba, że znowu coś bd nie tak :( ale przejdźmy do rzeczy :) <3

.jpg)
.jpg)




.jpg)
.jpg)
